Białe Szaleństwo 2010
W styczniowy piątek wyruszyliśmy autokarem do jednej z najpiękniej położonych miejscowości narciarskich we Włoszech – do Livigno. Podróż była długa, ale wreszcie udało nam się dotrzeć do celu. Po wypakowaniu bagaży i sprzętu narciarskiego udaliśmy się na kolację w hotelu.
W styczniowy piątek wyruszyliśmy autokarem do jednej z najpiękniej położonych miejscowości narciarskich we Włoszech – do Livigno. Podróż była długa, ale wreszcie udało nam się dotrzeć do celu. Po wypakowaniu bagaży i sprzętu narciarskiego udaliśmy się na kolację w hotelu.
Następnego dnia od rana oczywiście narty. Podzieliliśmy się na kilka grup i za naszymi pięknymi instruktorkami podążyliśmy w poszukiwaniu białego szaleństwa. Stoki i wyciągi zachwyciły wszystkich uczestników wyjazdu. Pięknie przygotowane … i oczywiście bez kolejek. A po południu upragniony lunch i znowu białe szaleństwo. Około godziny 16.00 zaczęliśmy wyczerpani schodzić do hotelu, gdzie już czekały na nas sauny, jacuzzi i basen.
Wieczorem udaliśmy się do pijalni piwa, w której można było zobaczyć jak się warzy złocisty trunek. Każdy z nas mógł dotknąć urządzeń i dokładnie prześledzić sposób powstawania piwa. Ale to jeszcze nie koniec atrakcji. Na każdym stoliku pojawiły się orzeszki ziemne. Tradycją restauracji było ich jedzenie i wyrzucanie łupinek pod stół. Przy okazji zamieszania nie obyło się bez WOJNY ORZESZKOWEJ. Byli polegli.
Podczas wyjazdu udało nam się również zobaczyć pokazy narciarskie. Były wyścigi równoległe, zjazdy synchroniczne 4,6 i 8 osób, a także pokazy zjazdu na dwóch nartach przez cztery osoby i na jednej narcie solo lub w parach. Na mnie największe wrażenie zrobiły pokazy snowboardzistów oraz pokazy jazdy na „muzealnych” nartach w strojach z lat 60-tych.
W programie naszego pobytu znalazła się również wizyta z barze, w którym tańczy się na stołach i krzesłach. Zabawa niesamowita. Kto jeszcze nie próbował, niech żałuje.
Ostatniego dnia odbyły się również zawody DORKEN SKI, w których wzięło udział 50 osób. Tor pod nasz slalom gigant został profesjonalnie przygotowany, a zawodników puszczał włoski sędzia. Zawody przebiegały bardzo sprawnie. Wśród narciarzy amatorów na wyróżnienie zasłużyli: Zygmunt Bijoś, Marek Kuźmicki i Krzyś Padewski. Natomiast wśród zawodników profesjonalnych najbardziej wszechstronnym okazał się „Zielony” czyli Marek Ostrowski z firmy BOZ. W zasięgu jego możliwości okazała się nie tylko jazda funcarvingiem, lecz również skoki z rampy i telemark.
Powrót do kraju odbył się szczęśliwie i już bez żadnych opóźnień. Mamy nadzieję, że wyprawa do Livigno pozostawi miłe wspomnienia i za rok znowu się spotkamy.
